Edward Culeja w środku
„Edward Culeja, w środku nocy wyrwany z łóżka, nie bardzo z początku wiedział o co chodzi, Szarzyński zresztą nie miał czasu na tłumaczenie — wprowadził wóz na podwórko, zapowiedział, że po samochód przyjdzie jutro rano i rzucając na odchodnym „Czeka na mnie taryfa" — zniknął. Dopiero na pro
cesie Edward Culeja dowiedział się, o co tu napraw dę chodziło.
Pomarańczowy polonez istotnie czekał na Szarzyńskiego; za 700 złotych odwiózł go do Huszczki Dużej i morderca, który być może miał jeszcze krew na rękach, mógł wreszcie zasnąć we własnym łóżku. Długo nie spał. Poderwał się o świcie i już o godzinie 6 jechał autobusem do Zamośoia. Samochód oczywiście stał tam, gdzie go zostawił, plamy też były, tyle że może jeszcze bardziej ciemne w słonecznej jasności majowego poranka.
Na rogu ulic Waryńskiego i 22 Lipca jest publiczny hydrant...
Może i ktoś przystanął, może zastanawiał się, czemu to kierowca z Wojewódzkiego Związku Motorowego myje wóz nie w bazie, dobrze przecież wyposażonej we wszelkie potrzebne kierowcom urządzenia, lecz pod ulicznym hydrantem... Może uderzyło przypadkowego przechodnia, że kierowca ogranicza mycie do wnętrza kabiny...
Szarzyński nie zwracał uwagi na otoczenie, interesowała go wyłącznie zaschnięta krew, którą po kilku godzinach niełatwo dawało się zmyć. A śladów nie mógł zostawić — żadnych śladów, jeżeli jego zbrodnia, jak to sobie naiwnie założył, miała pozostać zbrodnią doskonałą, czyli nie wykrytą.“(3)